DZIEŃ 2
Jesteście ciekawi jak wyglądał nasz kolejny dzień ?
Dla wielu osób, był ogromną próbą, pokonaliśmy swoje obawy i przesuwaliśmy granice swoich możliwości fizycznych. Po śniadaniu spotkaliśmy się z panią przewodnik, która opowiedziała nam kilka ciekawostek na temat Zakopanego i przedstawiła nam plan na cały dzień. Plan był następujący – spacer w Dolinie Kościeliskiej, ale nam było mało i dlatego postanowiliśmy „wdrapać się” na Halę Stoły. Stoły to duża hala pasterska, położona na wschodnim stoku niewielkiego masywu górskiego, mniej więcej w połowie Doliny Kościeliskiej. Jej najwyższy punkt znajduje się na wysokości 1417 m n.p.m, około 450 metrów ponad dnem doliny. Niektórzy świetnie i szybko poradzili sobie z tym wyzwanie, inny potrzebowali trochę więcej czasu, który poświęcili na złapanie oddechu i odpoczynek.
Józef Słodyczka „Maśniak” to jeden z bardziej popularnych baców, bo swoją siedzibę założył w Dolinie Kościeliskiej. Miejsce kultowe nie tylko wśród górali, ale i turystów. My również postanowiliśmy dowiedzieć się troszeczkę więcej an temat pracy na bacówce i oczywiście spróbować oscypków.
Na końcu naszej trasy znajdowało się Schronisko Górskie PTTK na Hali Ornak, które jest schroniskiem turystycznym znajdującym się na Małej Polance Ornaczańskiej, w górnej części Doliny Kościeliskiej w Tatrach Zachodnich na wysokości 1100m.n.p.m. Schronisko jest świetnym punktem wypadowym na całe Tatry Zachodnie. Prowadzi stąd wiele szlaków i dróg, które rozpościerają przed turystami piękne widoki i tatrzańskie panoramy.
Po ciężkim dniu nastał czas powrotu do hotelu i skosztowania pysznego obiadku przygotowanego specjalnie dla nas. Teraz to już tylko wieczorne gry i rozmowy, aż do ciszy nocnej.
Komentarz jednego z uczestników wycieczki:
ponad chmurami na górzystym piedestale stoję
gdzie nogi ciągnęły mimowolnie
by będąc na ziemi dotknąć skrawka nieba
jego biały puch formować w kształty niepojęte
i wysyłać morzem lazurowym ku odległym lądom
by uciekać w objęcia matecznika
z dala od ludzkiej myśli,
by ptaki oskubały betonową zbroję miasta
a ich śpiew uleczył tęsknotę za domem
i nawet kiedy spadnie gilotyna deszczu
a wściekłe pioruny burzyć będą spokój lazurowych mórz
przed siebie patrzeć się nie ulęknę
schowam strach w plecak i obejmę wzrokiem
wszystko to, za czym wkrótce zatęsknię
obiecując sobie, że wrócę.
– Gracjan Zeman –
Komentarz jednego z opiekunów wycieczki:
Chmur chcieliśmy dotknąć
Prawie się udało
W naszych dzielnych spacerach
Trochę słonka brakowało
Lecz wspomnienia będą piękne
Oj….chyba z moich uczniów z dumy pęknę